Bałkany 2016 // Belgrad

Kiedy pod koniec lutego zeszłego roku wylądowaliśmy w Nowym Sadzie, wiedzieliśmy ze na Bałkany jeszcze kiedyś wrócimy i ruszymy jeszcze bardziej na południe. Okazja nadarzyła się szybciej niż myśleliśmy. Pomysł zaszczepił w nas Łukasz i tak w ciągu kilku spotkań i facebookowych rozmów udało nam się zaplanować wyjazd. Co prawda termin zmieniał nam się kilkukrotnie, ale już po powrocie wydaje mi się, że trafiliśmy idealnie. Przede wszystkim mogłam sobie zrobić dwa tygodnie wolnego.

Zapakowaliśmy się w szóstkę w środku nocy do samochodu i ruszyliśmy na południe. Krótką przerwę w podróży zrobiliśmy sobie w Koszycach, szybkie śniadanie w restauracji na M. i spacer po centrum. W porównaniu do lutego, wszystko prezentowało się dużo lepiej :)

1a

Późnym popołudniem dotarliśmy do Belgradu, który miał być naszym pierwszym przystankiem. Podczas szukania naszego mieszkania znaleźliśmy się w samym środku bałkańskiej zabawy – przepisy ruchu drogowego są dla mięczaków ;) W końcu udało nam się znaleźć nasz nocleg (Łukasz szybko wczuł się w tutejszy styl jazdy, ale telefon w którym mieliśmy zainstalowaną nawigację straszył nas jednym procentem naładowania, więc do końca nie było wiadomo czy się przypadkiem nie zgubimy). Ale nie może być tak fajnie, że sobie dojechaliśmy i parkujemy. Nie! Okazuje się, że nasza gospodyni przez przypadek zabukowała mieszkanie dla nas przez airbnb i komuś przez booking.com i w ramach przeprosin zaproponowała nam nocleg przy głównym deptaku w mieszkaniu o wyższym standardzie. Mieliśmy tą przewagę, że zarezerwowaliśmy jako pierwsi i tylko na jedną noc ;) Mieliśmy zatem za nią jechać, żeby trafić do tego drugiego mieszkania.
I uwierzcie. Obce miasto, jeden procent baterii i nawigacja, która mogła się wyłączyć w każdej chwili to było nic. Dojechanie za nią do celu… to było wyzwanie. W trakcie kilka razy zastanawialiśmy się czy aby nie zapomniała, że jedziemy z tyłu. Kierunkowskazy? Po co, przecież zgadniemy w którą stronę skręci. Zmiana pasa ze skrajnie lewego na ten do prawo skrętu tuż przed skrzyżowaniem? Po co miała to sygnalizować? To przecież są Bałkany!

1b

Okazało się, że faktycznie mieszkanie, które nam zaproponowała w zamian było bardzo ładne i przede wszystkim w idealnej lokalizacji, przy samym Placu Republiki, tuż za budynkiem zaczynała się ulica Kneza Mihaila, czyli tutejszy deptak. Zostawiliśmy bagaże i ruszyliśmy w kierunku upatrzonej na Foursquare knajpki, czyli Manufaktury.

2

3

4

W końcu dotarliśmy, miejsc pod parasolkami już nie było, ale szybko znalazł się dla nas stolik na zewnątrz. Kto by jadł w środku w taką ciepłą noc?

10

5

6

Nie mogliśmy się zdecydować co chcemy zjeść, więc poprosiliśmy miłego pana kelnera o doradzenie nam czegoś dobrego i regionalnego. Albo tego co sam lubi jeść. Nie zawiedliśmy się. To był chyba najlepszy posiłek całego wyjazdu i wspominaliśmy go przez całe dwa tygodnie, jedząc inne dobre rzeczy ;)

7

8

9

Podróżowanie w kilka osób ma bardzo ważną zaletę. Można zamówić sporo różnego jedzenia i spróbować dużo więcej.

11

Były chipsy z cukinii i prażona słoninka.

12

13

Był talerz regionalnych wędlin i serów.

14

Sałatka szopska.

15

I mięso. Albowiem Bałkany to mięso. Mięso i kajmak. Ale nie taki jaki znamy tylko bałkański kajmak. To też wyrób mleczny, ale tworzy się go zbierając kożuch z mleka i przechowując w drewnianych naczyniach do fermentacji. Tak przynajmniej głosi teoria. Smakuje nieco jak słony śmietankowy serek do pieczywa, ale jest tłustszy w konsystencji. Bałkany to też burki, ale o burkach będzie innym razem ;)

16

Nie mieliśmy już siły na nocne chodzenie po mieście, wróciliśmy do mieszkania odespać podróż, z postanowieniem porannego spaceru po okolicy.

17

18

Rano spakowaliśmy się i ruszyliśmy na zwiedzanie. Postanowiliśmy kierować się w stronę widocznej z daleka, ogromnej cerkwi św. Sawy. Po drodze mijaliśmy bardzo dużo budek z popcornem i teraz Belgrad będzie mi się kojarzył z zapachem popcornu. No nic nie poradzę.

19

20

21

22

23

Przystanek na zdjęcia w parach i indywidualne. Nie dało się przejść obok i się nie zatrzymać, nie dało się ;)

24

Cerkiew św. Sawy budowana już ponad 100 lat. Jej ogrom może porażać, ale w środku nieco… zaskakuje, niektórych może rozczarować, ale ja lubię beton. Bo jak to gdzieś ktoś trafnie napisał, wykończeniówka nie jest ich mocną stroną ;) Można za to posłuchać puszczanych z płyty cerkiewnych pieśni, które tworzą specyficzny klimat w tym wielkim, jeszcze pustym w środku budynku.

25

26

27

28

Po wymeldowaniu się i zapakowaniu do samochodu udajemy się w kierunku twierdzy Kalemegdan. Mury pochodzą jeszcze z czasów celtyckich, ale obecne zabudowania powstały głównie w XVII wieku. Wybaczcie brak zdjęć, ale większe wrażenie zrobił na mnie widok z murów. Podziwialiśmy, jak mieszają wody szybkiej i zimnej Sawy i ciężkiego, powolnego i niosącego wiele mułu Dunaju.

29

Spotkanie się rzek spowodowało powstanie wielu wysepek, które są ostoją dla ptaków i wędkarzy.  Jedną z nich jest widoczna po drugiej stronie rzeki Wielka Wyspa Wojenna, która jest ostoją dzikich zwierząt i prawie 200 gatunków ptactwa, a także roślinności. Jak podsłuchaliśmy od przewodniczki oprowadzającej po twierdzy jakąś wycieczkę, temperatura na wyspie jest o dwa stopnie wyższa niż w mieście. W oddali widać też dzielnicę Nowy Belgrad.

Przy wyjeździe z miasta zatrzymaliśmy się jeszcze na pljeskavice. I oczywiście na zakupy.

30

A potem ruszyliśmy autostradą w kierunku Macedonii.

31

O ile krajobraz w drodze do Belgradu był nieco płaski i monotonny to na południu kraju robiło się już ciekawej.

32

Autostrady w Serbii są płatne na bramkach, czasem zastanawialiśmy się dlaczego Volkswagen Transporter, którym wyruszyliśmy w podróż, był traktowany jako motocykl, ale widocznie tak miało być ;)

33

34

35

A w następnym odcinku… Skopje! :)

  • AniaOffca

    Uwielbiam Twoje relacje z podróży : No i nie mogę doczekać się jakiegoś wspólnego wypadu :)

  • Karola

    Fantastyczna relacja- i jak zawsze piękne zdjęcia <3 Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy!