Bałkany 2016 || Szkodra

Zacznę od tego, że wcale nie planowaliśmy jechać aż nad jezioro Ochrydzkie i tam przekraczać granicę z Albanią. Ale tak wyszło ;) Jak się okazało, była to bardzo dobra pomyłka, mimo że sporo drogi musieliśmy nadłożyć i do miasta w którym nocowaliśmy czyli Szkodry dojechaliśmy dopiero w nocy.
1

Do Albanii wjechaliśmy tuż przy Jeziorze Ochrydzkim, czyli najgłębszym jeziorze na Bałkanach. Jest to podobno także najstarsze jezioro w całej Europie. Częściowo znajduje się na terenie Macedonii, a częściowo w Albanii. To była tylko zapowiedź pięknych widoków na trasie.
2

Droga przez góry była super.
3

W oddali było widać budowę autostrady. Kiedy ją skończą, te wszystkie malutkie miasteczka, przydrożne myjnie (było ich wyjątkowo dużo) i warsztaty samochodowe (tych to rozumiem, że musiało być dużo, biorąc pod uwagę styl jazdy na Bałkanach) będą świeciły pustkami. Co prawda czas przejazdu do Tirany skróci się bardzo, ale szkoda tych wszystkich miejsc.
4

5

A jeśli o autostradach mowa. Przede wszystkim ustalmy sobie jedno. Autostrada albańska nie ma dużo wspólnego z naszym europejskim postrzeganiem autostrad. Wyglądają nieco inaczej, a to co się na nich dzieje…
6

Pas awaryjny służy do jazdy pod prąd lub sprzedaży arbuzów i melonów, czasem podobno wtaczają się na autostradę ;) Można też kupić tam prażoną kukurydzę, rakiję w plastikowych butelkach albo inne produkty spożywcze. Krowa na autostradzie, owce przechodzące z jednej strony na drugą? To normalne. Piesi od czasu do czasu pojawiają się na autostradzie, czasem przeskakują płotki dzielące pasy w obu kierunkach, czasem jadą na rowerze, czasem te rowery prowadzą ;)
7

Nagłe zwalnianie na autostradzie do 30km/h, bo wjeżdżamy na most, autostrada która wjeżdża do miasta i asfalt który się nagle kończy… generalnie to cała autostrada się kończy murkiem. Nasza nawigacja nas nie ostrzegła, dobrze, że i tak staliśmy w korku ;)
7b

To co zobaczyliśmy na ulicach Belgradu było tylko wstępem do prawdziwego bałkańskiego stylu jazdy. Szybko można zauważyć, że w Albanii znaki stojące przy drogach prawdopodobnie zostały tamustawione w celach wyłącznie ozdobnych, bo naprawdę wszystkim kierowcom były one obojętne.
Rondo. Rondo, to takie miejsce, gdzie dzieje się wszystko. Rondo, jakie znaliśmy, nie było tym, z czym nam przyszło się zmierzyć. Zdarzyło mi się nieraz zamykać oczy, kiedy na nie wjeżdżaliśmy. Na rondzie pierwszeństwo ma ten, kto się na nie wepchnie. Autobusy jeżdżą na nim pod prąd, szczególnie, jeśli w ten sposób mogą skrócić sobie drogę. rowerzyści, których czasami jest naprawdę dużo, przemieszczają się we wszystkich, możliwych kierunkach czyli na ukos, pod prąd, najrzadziej z prądem… ;) Piesi również lubią ronda, a w szczególności przebieganie przez nie, a czasem powolne spacerowanie między samochodami i rowerzystami. Rondo jest też idealnym miejscem, by zaparkować samochód. Blokada na koła? Przecież można ją zdjąć ;)
Jeśli jezdnia ma 3 pasy ruchu to ruch odbywa się na jednym. Skrajnie prawy jest cały zajęty zaparkowanymi tam samochodami. Na środkowym też można przecież zostawić samochód? Przeszkadza innym? Potrąbią, potrąbią… i tak dadzą radę przejechać. Włączamy sobie awaryjne i możemy wyskoczyć na chwilę. W dużych miastach czasem można spotkać również skrzyżowania ze światłami, ale nawet jeśli działają to i tak zazwyczaj stoi obok policjant, który pogania wszystkich żeby jak najszybciej jechali niezależnie od tego czy jest światło zielone czy też nie.
8

Przez Tiranę tylko przejechaliśmy ale jechaliśmy w takim tempie, że mogliśmy wszystko dokładnie podziwiać. Wiemy po ile były arbuzy, widzieliśmy kilka samochodów nauki jazdy (one istnieją, wbrew temu co podejrzewaliśmy!)

9

10

11

Podziwialismy też takie kwiatki jak bar Coco Chanel ;)

12

13

Do Szkodry dojechaliśmy w nocy, mieliśmy trochę problem ze znalezieniem naszego hostelu. Zdecydowaliśmy się na Wanderers Hostel. Oferowali śniadanie w cenie noclegu i mieli na miejscu koty ;)
Na kolację wybraliśmy się do knajpki polecanej przez ludzi z hostelu – Sofra i tradycyjnie wybraliśmy do zjedzenia coś regionalnego. Niestety nie mamy pojęcia jak to się nazywało. Mięsko w czarnej misce było zdecydowanie najlepsze!
14

15

16

17

Rano przy śniadaniu towarzyszyły nam hostelowe koty, dzieliliśmy się też mlekiem które dostaliśmy do kawy ;)
18

Nasz hostel wyglądał jak tradycyjny albański dom otwarty do środka. Na patio stały stoły dla gości i wisiały hamaki, nad naszymi głowami rosły sobie limonki, figi i owoce kaki. Za oknem pokoju mieliśmy też na wyciągnięcie ręki granaty.

19

20

21

22

23

Walczyliśmy z przywiezioną z Macedonii strasznie słodką baklavą.
24

Korzystaliśmy z hostelowych hamaków.
25

Rano wybraliśmy się też na spacer na pobliski deptak, trzeba było przecież kupić magnesy.

26

27

28

29

30

31

Tarasy na dachu <3 32

33

34

35

Koło południa wyjechaliśmy ze Szkodry w kierunku Czarnogóry, do granicy mieliśmy tylko kilkanaście kilometrów, ale zdążyliśmy po drodze zobaczyć sporo weselnych orszaków. Zwróćcie uwagę na kamerzystę!
36

Oczywiście spędziliśmy też trochę czasu na granicy i chyba tutaj najbardziej uderzyła nas ta gorsza strona Albanii czyli żebrzący ludzie i mnóstwo śmieci na poboczu. Masz coś do wyrzucenia z samochodu to otwierasz okno i siup na zewnątrz. Kto by się przejmował śmietnikami…. Były też krowy o których już wspominałam.
37

Po przejechaniu granicy znaleźliśmy się już w Czarnogórze, w której spędziliśmy trochę więcej czasu.

  • Karola

    Cudowne zdjęcia… zdecydowanie zgłodniałam :)